Myśl pozytywnie

Jedzie mężczyzna tramwajem i myśli:
- Żona - zołza, przyjaciele - oszuści, szef - sadysta, praca - beznadziejna, życie do dupy...
A Anioł Stróż stoi za jego plecami i zapisując to wszystko myśli:
- Ale dziwne życzenia i to codziennie. Cóż jednak mogę zrobić? Muszę je spełniać..
Nasze myśli wibrują we wszechświecie i same się realizują! Zacznij więc myśleć pozytywnie!
Źródło: internet

Kot i lis

Był sobie pewnego razu kot. Taki zwykły, pręgowaty myszołowca. I pewnego razu ten kot poszedł sobie, sam jeden, na daleką wyprawę do strasznego, ciemnego lasu. Szedł, szedł, aż napotkał lisa. Rudego lisa.
Popatrzył lis na kota.
Ktoś ty, pyta.
Jestem kotem, odpowie na to kot.
Ha, powiada lis, a nie boisz się kocie łazić sam po lesie? A jak będzie król jechał na łowy, to co? Z psami, z osacznikami, na koniach? Powiadam ci kocie, mówi lis, łowy to straszna bieda dla takich, jak ty i ja. Ty masz futro, ja mam futro, łowcy nigdy nie darują takim jak my, bo łowcy mają narzeczone i kochanki, a tym łapy marzną i szyje, to robią z nas kołnierze i mufki dla tych dziwek do noszenia. 
I dodał lis: Ja, kocie, umiem ich przechytrzyć, mam na tych myśliwych tysiąc dwieście osiemdziesiąt sześć sposobów, taki jestem przebiegły. A ty, kocie, ile masz sposobów na łowców?
A kot na to: Ja, lisie, nie mam żadnych sposobów. Ja umiem tylko jedno  - hyc na drzewo. To powinno wystarczyć, prawda?
Lis w śmiech.
Ech, mówi, ależ z ciebie głupek. Zadzieraj twój pręgowany ogon i zmykaj stąd, zginiesz tu jeśli cię łowcy osaczą.
I nagle, ni z tego ni z owego, jak nie zagrają rogi! I wyskoczyli z krzaków myśliwi, zobaczyli kota i lisa, i na nich!
I na nich, wrzeszcząc, dalejże, obedrzeć ich ze skóry! Na mufki ich, na mufki! I poszczuli psami lisa i kota. A kot hyc na drzewo, po kociemu. Na sam czubek. A psy lisa cap! Zanim rudzielec zdążył użyć któregokolwiek ze swych chytrych sposobów, już był z niego kołnierz. A kot z czubka drzewa namiauczał i naparskał  na myśliwych, a oni nic mu nie mogli zrobić, bo drzewo było wysokie jak cholera. Postali na dole, poklęli na czym świat stoi, ale musieli odejść z niczym. A wówczas kot zlazł z drzewa i spokojnie wrócił do domu.
Źródło: Andrzej Sapkowski "Wiedźmin: miecz przeznaczenia"

Przypowieść o młodym lwie

Młody lew wychowywał się wśród stada owiec. Oczywiście myślał, że sam również jest owcą. Pewnego dnia obok stada owiec przechodził stary lew. Zauważył tam młode lwiątko i nie mógł uwierzyć własnym oczom: piękny lew w samym środku stada potulnych owiec, które wcale się go nie bały, a ono samo zachowywało się jak one.
Stary lew podbiegł w kierunku młodego, który - podobnie jak wszystkie owieczki - zaczął uciekać. Gdy w końcu został złapany, rozbeczał się jak owca. Stary lew poprowadził go nad najbliższy staw i zmusił do spojrzenia na odbicie w wodzie... młode lwiątko ujrzało swoje własne oblicze i nagle... zaryczało jak prawdziwy lew.
Stary lew nie mówił: "naśladuj mnie", "rób to, nie rób tamtego". Nie uczynił nic takiego, po prostu pokazał młodemu jego prawdziwe oblicze, aby sam mógł rozpoznać w sobie nie owcę, lecz lwa.
Źródło: Osho "Budda drzemie z w Zorbie"

Szczęśliwy przypadek – nieszczęśliwy przypadek

Stary człowiek i jego syn pracowali na niewielkiej farmie. Mieli tylko jednego konia, który ciągnął ich pług. Pewnego dnia koń uciekł.
– Jakże to okropne – współczuli sąsiedzi. – Co za nieszczęście.
– Kto to wie – odpowiadał farmer – czy to nieszczęście, czy szczęście.
Tydzień później koń powrócił z gór, przyprowadzając ze sobą do stajni pięć dzikich klaczy.
– Co za niesamowite szczęście! – mówili sąsiedzi.
– Szczęście? Nieszczęście? Kto wie? – odpowiadał starzec. Następnego dnia syn, próbując ujeździć jedną z dzikich klaczy, spadł z niej i złamał nogę.
– Jakie to straszne. Co za nieszczęście! – mówiono.
– Nieszczęście? Szczęście?
Przyszło wojsko i wszystkich młodych mężczyzn zabrano na wojnę.
Syn farmera był nieprzydatny z powodu złamanej nogi, więc pozostał w domu
– Szczęście? Nieszczęście?

Źródło: Millman Dan "Droga miłującego pokój wojownika"

Rzeczywistość jest prosta - nie szukaj w niej magii

Trzej mnisi postanowili razem pomedytować.
Usiedli po jednej stronie jeziora, zamknęli oczy i pogrążyli się w medytacji. W pewnym momencie jeden z nich wstał i powiedział do pozostałych:
- Zapomniałem mojej maty.
Poczym w fantastyczny sposób wszedł na taflę wody i dotarł na drugi brzeg do swojego domu. Kiedy wrócił, drugi mnich wstał i rzekł:
- Zapomniałem powiesić pranie do wyschnięcia – on także spokojnie przemaszerował przez taflę jeziora i wrócił tą samą drogą.
Trzeci mnich obserwował uważnie towarzyszy i postanowił przetestować swoje własne zdolności.
- Czy wasza wiedza jest większa od mojej? Ja również jestem w stanie to zrobić! – Powiedział głośno i ruszył w stronę jeziora, aby przez nie przejść. Jednak natychmiast wpadł do wody. Z zapałem wspiął się z powrotem i spróbował ponownie tylko po to, aby znów wpaść w głęboką wodę. Spróbował jeszcze raz… i jeszcze… za każdym razem tonąc w wodzie.
Dwaj pozostali przypatrywali się temu ze spokojem. Nagle jeden powiedział cicho do drugiego:
-Myślisz, że powinniśmy mu powiedzieć gdzie leżą kamienie?

Źródło: Paweł Godlewski “Moment Boskości

Los ślimaka

Pewnego dnia, kiedy byłem z Don Juanem w mieście, podniosłem ślimaka ze środka chodnika i odłożyłem w bezpieczne miejsce, pomiędzy jakieś pnącza. Byłem przekonany, że pozostawiony samemu sobie, wcześniej czy później zostałby rozdeptany. Uważałem, że przenosząc go w bezpieczne miejsce, uratowałem mu życie.
Don Juan wykazał, że moje przekonanie było bardzo pochopne, bo nie rozpatrzyłem dwóch istotnych faktów. Po pierwsze, ślimak mógł uciekać przed śmiercią od trucizny zawartej w liściach winorośli, po drugie, mógł mieć wystarczająco silną wolę, aby przejść przez chodnik. Wtrącając się, nie uratowałem go, ale sprawiłem, że utracił to, co z takim trudem zyskał.
Oczywiście chciałem odłożyć ślimaka w miejsce, z którego go podniosłem, ale don Juan mi nie pozwolił. Powiedział, że przeznaczeniem ślimaka było to, że jakiś idiota przetnie mu drogę i wyhamuje impet. Jeśli zostawię go tam, gdzie go odłożyłem, być może ślimak zbierze wystarczającą moc, by podążyć tam, dokąd zmierzał.

Źródło: Carlos Castaneda